02.11.2019 – 23:07

Dalej infografika nam mówi, że użytkowanie antybiotyków znacznie ograniczone…to bardzo odkrywcze, bo użytkowanie antybiotyków w ogóle jest znacznie ograniczone w rolnictwie, by zapobiegać pomorom pogłowia i co za tym idzie stratom. Jeśli chcesz ubezpieczyć swoje zwierzęta, to musisz m.in. dostarczyć dokumenty dotyczące stosowania antybiotyków, w gospodarstwie.

Artykuł 23:

“1. The use of chemically synthesised allopathic veterinary medicinal products or antibiotics for preventive treatment is prohibited, without prejudice to Article 24(3).

2. The use of substances to promote growth or production (including antibiotics, coccidiostatics and other artificial aids for growth promotion purposes) and the use of hormones or similar substances to control reproduction or for other purposes (e.g. induction or synchronisation of oestrus), is prohibited.”

To cudownie, ale co z tego, skoro używanie antybiotyków w ten sposób zostało zakazane dyrektywą unijną Regulation (EC) No 1831/2003 z 2006 roku (czyli dwa lata przed uchwaleniem dyrektywy “organicznej) i było dalej sukcesywnie zaostrzane, ostatnia dyrektywa w tej sprawie to REGULATION (EU) 2019/6.

Jedziemy dalej: nie można używać GMO, ano nie można. Znaczy to tyle, że nie wolno korzystać z najnowszych zdobyczy nauki, które są jedyną praktyczną nadzieją na zlikwidowanie głodu na świecie, umożliwiają produkcję wysokiej jakości żywności tanio, bardziej ekologicznie tylko dlatego, że banda nieuków nie je GMO “bo nie chcą jeść genów” i kupują sól wolną od GMO. To też materiał na osobną notkę, póki się ona nie ukaże, polecam zapoznać się z historią złotego ryżu, który miał zlikwidować problem niedoborów witaminy A w krajach Trzeciego Świata i ocalić życie i zdrowie ponad pół miliona dzieci rocznie, ale tak się nie stało z powodu głośnych zacofańców, w którym kluczową rolę odegrali ci, co tak lobbują za “organiczną” żywnością. Niestety nie jestem jeszcze gotowa na popełnienie notki o tym, gdyż za każdym razem, gdy się za to zabieram, gdyż potok ludzkiej chciwości, głupoty i ignorancji, w jaki muszę się zanurzyć, by to zrobić, przyprawia mnie o epizody depresyjne i kołatanie serca.

Wracając do tematu, w infografice mamy płodozmian, niestety niewiele udało mi się na ten temat odnaleźć w “organicznej” dyrektywie. Słowo rotacja występuje tam dwukrotnie i tylko w kontekście hodowli zwierząt. Płodozmian jest stosowany również w rolnictwie konwencjonalnym, profity płynące z niego są znane od dawna i jest on wprowadzany, jeśli nie z powodu miłości do Matki Ziemi, to z powodów ekonomicznych, gdyż odpowiednie jego wdrożenie daje duże oszczędności na środkach ochrony roślin, nawozach, minimalizowanie ryzyka związanego z nieurodzajem oraz zwiększenie plonów. Istnieją nawet specjalne firmy doradcze w tej dziedzinie.

Reasumując: nie ma żadnych dowodów na to, że żywność eko/bio/organic jakoś szczególnie różni się od żywności uprawianej konwencjonalnie, poza ceną, uprawy te są uprawiane przemysłowo jak każde inne. Tak naprawdę to tylko tanie chwyty marketingowe i pseudonauka, które są potrzebne, by przekonać Kowalskiego, by zamiast 15 zł/kg wydało 50 albo 100 zł/kg. Taka żywność, podobnie jak soczki z likopenem, nie wpłynie w żaden sposób na Wasze zdrowie, za to istotnie wpłynie na Wasze portfele. Sugerowałabym, żeby przy zakupie żywności kierować się smakiem, ceną oraz ogólnym zdrowym rozsądkiem, a nie listkami z zielonymi gwiazdkami.

Facebook Comments

Opublikuj komentarz

Captcha Captcha Reload