Dostaniesz stypendium…jeśli masz właściwą płeć.

10.02.2019 – 16:27

Dziś napisze o czymś, co mnie wkurza od dawna. Pisałam na ten temat około 10 lat temu i myślę, że przy okazji konkursu “L’Oreal dla kobiet nauki” warto odświeżyć temat, bo nie jest lepiej, jest gorzej.

Takie konkursy dają jasny przekaz – kobiety nie są równe mężczyznom – nie są w stanie konkurować z nimi na równych zasadach – kobiety są gorsze – dlatego potrzebują specjalnych enklaw, specjalnych konkursów (trzeba wykluczyć mężczyzn, bo by wygrali), potrzebują parytetów oraz akcji afirmacyjnych, nawet w dziedzinach, w których dominują (nauki o życiu). Równouprawnienie to, jak widać, fikcja, za to seksizm ma się dobrze.

Nie chodzi o to, że zabroniłabym organizacji takich konkursów, L’Oreal to prywatna firma, chodzi jednak o mentalność przesyconą hipokryzją. Taka mnie naszła refleksja – skoro nikomu nie przeszkadzają konkursy naukowe tylko dla kobiet, to dlaczego przeszkadzały nam uniwersytety tylko na mężczyzn? I dlaczego wspiera to Polska Akademia Nauk i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które powinny dbać, o to by wszyscy mieli równe szanse w nauce i mogli odnieść sukces zależny od ich wiedzy i zdolności, a nie od “właściwej” płci.

Mam coś do powiedzenia na ten temat, gdyż jestem kobietą w naukach o życiu – na Wydziale Biologii UAM kobiety stanowią ogromną większość studentów i doktorantów. Nie wiem, jak jest w przypadku pracowników, ale przypuszczam, że podobnie. Nie ma bardziej sfeminizowanego działu nauki niż nauki o życiu. Oprócz tego jestem kobietą, która od ponad dwudziestu lat wykonuje zawód typowo uznawany za męski – jestem administratorem systemów i sieci.

Statystyki mówią jasno – kobiety stanowią większość osób z wyższym wykształceniem i to w całej Europie:

Dysproporcje na wysokich pozycjach oraz dysproporcje w zarobkach, są spowodowane głównie wyborami życiowymi kobiet, które chcą, oprócz kariery, sprawdzać się również w roli żony i matki. Doba ma 24 godziny, 8 godzin się śpi, 8 godzin się pracuje, 8 godzin się odpoczywa. Można poświęcić czas na odpoczynek na dodatkową pracę – co najczęściej robią mężczyźni, można też poświęcić czas na pracę na zajmowanie się dziećmi – co najczęściej robią kobiety. Pracując 8 godzin, nie będziesz, w tym samym zawodzie, zarabiać tylko co pracując 12. Możesz siedzieć w laboratorium 8 godzin, możesz siedzieć 16. Masz prawo wybrać i ponosić konsekwencje tego wyboru. Z tego też powodu kobiety wybierają gorzej płatne prace, w tym w nauce, częściej zostają pracownikami technicznymi, gdyż taką pracę łatwiej pogodzić z ambicjami rodzinnymi. Nawet płaca za godzinę pracy w danym zawodzie nie jest miarodajnym wyznacznikiem. Podam przykład: jako administrator systemów i sieci, zatrudniony na etat (8h) mogę zgodzić się na tzw. dyspozycyjność. Polega to na tym, iż zgadzam się, by pracodawca mógł mnie wezwać, w przypadku awarii, poza godzinami pracy. Nie są to ustalone godziny, bo czas awarii i ich usunięcia jest różny, ale dostaje się za to przyzwoitą “premię za dyspozycyjność”. Co za tym idzie – nawet jeśli nie pracuję 30% czasu dłużej to i tak będę zarabiać 30% więcej niż osoba na tym samym stanowisku (płci dowolnej), która nie zgodziła się na dyspozycyjność po godzinach pracy, bo wskaźnik oblicza się, dzieląc pensję przez liczbę godzin. Po szczegóły odsyłam do cytowanych przeze mnie raportów.

Warto jeszcze wspomnieć – kierowanie jednostkami naukowymi – co za głupi wyznacznik – zakłada iż każdy chce być kierownikiem czy dyrektorem – podczas gdy prawda jest taka, iż w nauce ma się niewiele większą pensję na takich stanowiskach, a przy tym o wiele więcej papierologii i odpowiedzialności, co dla rasowego naukowca jest często nieznośne. Zresztą nie tylko w nauce tak jest – w prywatnych firmach również. Znam to z autopsji – z jednej z nich odeszłam, gdyż chcieli mnie zrobić kierownikiem – jestem tzw. “techie”, papierki i garsonki to dla mnie śmierć za życia i nie są one warte tej, nieco lepszej, pensji. Nie jestem jedyna. Znam administratorów i naukowców, którzy zostali kierownikami, ale nie wytrzymali w tej roli zbyt długo – odeszli na inne stanowiska. To mężczyźni bardziej zwracają uwagę na pozycję w hierarchii społecznej, kobiety częściej wybierają role doradców, tzw. szarych eminencji. Do tego kierownikami zostają z reguły młodzi mężczyźni i są to kierownicy niższego szczebla, którzy nie są rozróżniani w tych statystykach. Tak czy inaczej – Polska, zaraz po Łotwie, ma najbardziej wyrównane proporcje kobiet i mężczyzn na stanowiskach kierowniczych, zaś w Polsce udział kobiet naukowców i inżynierów, wynosi blisko 50%, co jest rewelacyjnym wynikiem, biorąc pod uwagę jak wiele kobiet poświęca się dzieciom. Co ciekawe, w ostatnich wyborach na dziekana mojego Wydziału był jeden kandydat – i był to mężczyzna. Nikt więcej się nie zgłosił.

Z treści opublikowanych na stronie konkursu przebija okropny szowinizm, mimo tylu lat, samodzielnie wypracowanych sukcesów, dla tuzów tego świata, nadal jesteśmy damami w opałach. Nie chciałabym kiedyś usłyszeć, że zostałam zatrudniona, bo jestem kobietą. Manipulacje zamieszczone na tej stronie aż kolą w oczy; oto co dostajemy, klikając na “Bariery w rozwoju karier naukowych”:

Co tam widzimy? Dane z 2012 roku (!), co jasno pokazuję, że organizatorów konkursu nie obchodzi stan “de facto”. Wydawałoby się, że jeśli komuś leży na sercu sytuacja kobiet w europejskiej nauce to powinien ją śledzić na bieżąco… Następnie mamy jakąś głupią sondę “jak myślisz, ile kobiet rządzi w instytutach” – to jest bariera czy co to jest? Ja myślę, że 120% kobiet kieruje instytutami, i co? Zmienia to jakoś liczbę i sposób powoływania kobiet na dyrektorów tych instytutów? Nie ufajcie żadnym danym, które odpowiadają na pytanie “Jak myślisz?”. To, co kto myśli nie ma żadnego znaczenia. Liczą się fakty. Myśleć to ja sobie mogę, że jestem Napoleonem albo królową angielską. Mówcie mi Ela. We wszystkich opublikowanych na tej stronie infografikach jest tego mnóstwo – jako że są to niemerytoryczne argumenty, to nie będę sobie więcej nimi brudzić rąk. Dalej widzimy absurdalne stwierdzenie, że “kobiety stanowią tylko 11% wśród naukowców z najwyższym stopniem” według raportu “Gender Equality – She figures” Ściągnęłam sobie ten raport, jego najnowszą wersję, z 2015 – bo kogo obchodzą dane z 2012 w 2019 skoro mamy raport z 2015??? Nawet jeśli tak było, to publikowanie takich danych, podczas gdy istnieje nowsza wersja, to manipulacja. Raport ten ma ponad 200 stron i zawiera dane też z wcześniejszych lat, przyznaję się, że nie przeczytałam go od deski do deski, ale pisząc tę notkę, szukałam tych rewelacji. Znalazłam jedynie, iż wzrost liczby kobiet wynosi 11%.
Za to znalazłam taki klejnot:

The academic career of women remains markedly characterised by strong vertical segregation. In
2013, the proportion of women students (55 %) and graduates (59 %) at the first level of academic education (ISCED 5A) exceeded that of male students, but men outnumbered women at the highest level of education, with women making up 46 % and 47 % of ISCED 6 students and graduates, respectively. Furthermore, women represented only 45 % of grade C academic staff, 37 % of grade B and 21 % of grade A.

Czyżby, przez rok, liczba kobiet z najwyższym stopniem edukacji wzrosła o ponad 35%? Czy też może ktoś czegoś nie doczytał? A może znalazł coś, czego szukał ale czego tam nie ma?

Raport dostępny tutaj:

Dalej mamy nieuźródłowione dane o liczbie kobiet wśród nauczycieli akademickich w latach 2014/2015, zajrzałam więc do GUSu:

Spośród ogółu nauczycieli akademickich szkół wyższych kobiety stanowiły 44,6% (42,8 tys.).
Na stanowisku profesora w polskich uczelniach pracowało 6,3 tys. kobiet, które stanowiły 27,0% ogółu zatrudnionych na tym stanowisku. Wśród osób zatrudnionych na stanowisku docenta kobiety stanowiły 31,8%, adiunkta – 47,1%, a oraz asystenta – 53,2%

Trudno mi uwierzyć, że jakiś statystyk odważył się opublikować, że w całej Polsce tylko 283 kobiety są profesorami nadzwyczajnymi…ale obliczyłam, iż stanowi to 6,41% całej grupy podanej w infografice. Co zupełnie nie pokrywa się z danymi GUS-u. Kobiet jest rzecz jasna mniej, ale nie z powodu dyskryminacji płci, o czym już pisałam wyżej.

Równouprawnienie, którego jestem gorącą zwolenniczką, polega na tym, że każdy ma równe szanse przy spełnieniu obiektywnych i zasadnych kryteriów. W przypadku nauki są i powinny zostać, dwa kryteria: możliwości umysłowe i czas, jaki może być poświęcony na badania. Wszelkie dodatkowe kryteria są dyskryminacją, zwłaszcza jeśli kryterium jest płeć. Stołowi laboratoryjnemu wszystko jedno, jakie genitalia ma osobnik, który przy nim pracuje.

Chciałabym zobaczyć odbiór społeczny konkursu skierowanego tylko dla mężczyzn…oj działoby się…działo…

Reasumując: kobiety nie potrzebują żadnych specjalnych akcji, nie potrzebują specjalnej troski. Nie jesteśmy upośledzone, nie jesteśmy damami w opałach. Białych rycerzy potrzebujemy, kiedy trzeba wnieść lodówkę na III piętro, a nie do “zrobienia” doktoratu. Jesteśmy równe mężczyznom pod względem możliwości intelektualnych, możemy grać z nimi w tych samych drużynach, brać udział w tych samych konkursach, na tych samych zasadach. Mężczyźni to nasi partnerzy, nasi koledzy, a nie narzędzia opresji. Tak, zdarzają się mężczyźni, którzy są mizoginistycznymi świniami i zdarzają się kobiety, które są mizoandrycznymi świniami. Jesteśmy ludźmi. Mam dosyć feminizmu trzeciej fali i napuszczania jednej płci na drugą, a później dziwienia się, że przyrost demograficzny jest niski. Jaki ma być skoro każdy facet to świnia, która wyrwie Cię za fraki z laboratorium i zamknie w kuchni? Niech w końcu nastanie zdrowy rozsądek i prawdziwe równouprawnienie. Tego bym sobie, jako kobieta i jako człowiek, życzyła.

  1. 9 komentarzy to “Dostaniesz stypendium…jeśli masz właściwą płeć.”

  2. Świetne świetne świetne. Dzieki!

    Przez Gryszek dnia 11 Lut 2019

  3. Boziu oby więcej takich mądrych dziewczyn stapalo po tym ziemskim padole…

    Przez IT_Crowd dnia 11 Lut 2019

  4. A jeśli płeć ma charakter czysto deklaratywny? Wtedy to już mamy degrengoladę na całego :)

    Przez Artur Wnorowski dnia 11 Lut 2019

  5. To ja wolę zadeklarować się jako mężczyzna, przynajmniej nikt mi nie powie, że osiągnęłam sukces w nauce bo miałam specjalne traktowanie (a jestem laureatką Diamentowego Grantu, póki co jest konkursem do obu płci).

    Przez Platyna dnia 11 Lut 2019

  6. Problemem w naszych czasach jest forsowana przez UE zasada równości i wyrównywania szans. Parafrazując jej treść oznacza ona, że : Każdy z nas ma być równo traktowany bez względu na płeć, kolor skóry , wyznawaną religię itp. Jednak równe traktowanie to nie znaczy IDENTYCZNE :D Innymi słowy owa zasada nic nie znaczy ;) Kolejnym przykładem jest dyskryminacja pozytywna – dyskryminujemy większość, żeby mniejszość mogła zaistnieć. Niestety nie słyszałem o dyskryminacji pozytywnej na kierunkach, gdzie kobiet jest więcej, np. na stomatologii ;) W dzisiejszych czasach jedyną grupą faktycznie dyskryminowaną są biali, heteroseksualni faceci. Akcje afirmatywne dla czarnych, meksykanow w USA, zatrudnianie dziennikarzy w BBC gdzie jednym z wymogów jest “niebialy kolor skory” ( dyskryminacja pozytywna). No, ale jak wiadomo dyskryminowane mogą być tylko kobiety, czarnoskorzy, osoby z bliskiego wschodu, cyganie i cale towarzystwo LGBT. P.S. Pozdrawiam autorkę za trzeźwe podejscie do tematu – jedyne kryterium w nauce – WIEDZA !!!! Pozdrawiam !!!

    Przez xxx dnia 12 Lut 2019

  7. A wiesz czemu tak jest? Czemu to kobiety muszą poświęcać życie zawodowe dla rodziny? A czemu to mężczyźni mogą mieć to i to? Bo przecież w domu nie muszą nic zrobić, bo kobieta zrobi! Kobiety mają trudniej, nie dlatego, że się nie nadają, czy są mniej inteligentne, ale dlatego, że faceci mają na głowie tylko pracę, a kobieta jak się utarło w naszej wspaniałej kulturze ma się zajmować domem i dziećmi.

    Przez feministka dnia 12 Lut 2019

  8. @feministka: kobieta nic nie musi ale kobieta może kobiety statystycznie chętniej korzystają z takiej możliwości i bynajmniej nie dlatego, że jakaś szownistyczna świnia czy też całe społeczeństwo, ich do tego zmusiło. Jak w ogóle wyobrażasz sobie taką koercję w dzisiejszych czasach? Ja wybrałam karierę i to w zawodzie, w którym kobiet praktycznie się nie spotyka. Myślę, że to jeden z najmniej, jeśli nie najmniej, sfeminizowany zawód świata – administrator systemów i sieci.

    Przez Platyna dnia 13 Lut 2019

  9. A co jest złego w niżu demograficznym? Skoro kobieta musi wybierać to dziś często wybieramy karierę, bo nie mamy tak dobrze, że ktoś za nas urodzi, zajmie się dzieckiem, a my przychodzimy na gotowe,

    Przez feministka dnia 12 Lut 2019

  10. Niż demograficzny powoduje iż dana społeczność wymiera, nie można liczyć, że ktoś zrobi coś za nas.

    Przez Platyna dnia 13 Lut 2019

Opublikuj komentarz

Captcha Captcha Reload