Aborcja, antykoncepcja – (para)naukowa analiza problemu.

31.03.2018 – 19:47

Jak bumerang wraca sprawa “praw reprodukcyjnych” w tym aborcji i ludzie często mnie pytają, co o tym myślę. Otóż myślę, że temat jest daleko bardziej skomplikowany niż się wydaje. Temat-wypełniacz pojawia się właściwie za każdym razem, kiedy którykolwiek rząd usiłuje przepchnąć jakąś niewygodną ustawę albo odwrócić uwagę opinii publicznej od jakichś machlojek czy afer.

Salvadore Dali Geopoliticus – the birth of a new man.

Zacznijmy od pierwszego problemu: kiedy zaczyna się życie. Z punktu widzenia biologii, jeśli ktoś się rozmnaża, to jego życie praktycznie nigdy się nie kończy. W ogóle życie nigdy się nie kończy, gdyż nawet jeśli jakiś osobnik umrze, to jego materia nadal jest w biologicznym obiegu. Jeśli jakiś osobnik się rozmnoży – to część jego nadal żyje. A warto wspomnieć, że wszelkie komórki naszego ciała są stopniowo wymieniane lub wymieniana jest materia wewnątrz nich, tak więc u osoby, która ma lat 10 nie ma już ani jednego atomu, który był w jej ciele, kiedy się urodziła.

Jeśli mówić, iż jedna komórka jajowa, zapłodniona lub nie (tu dotykam tematu antykoncepcji) zasługuje na taką samą ochronę jak w pełni wykształcony organizm – to ja żyję wiecznie i mam co najmniej kilka milionów lat – bo komórka jajowa, z której powstałam powstała tuż po wojnie, kiedy to urodziła się moja mama, a z kolei ta komórka jajowa, z której powstała moja mama pochodzi z roku 1916, kiedy to urodziła się moja babcia itd. Bo skoro jedna komórka i to co może powstać z niej byłoby prawnie człowiekiem to ja istnieję tak długo jak istnieją ludzie, ssaki, kręgowce…

Inna sprawa – przyroda nie troszczy się o gamety – jest ich, bodajże zawsze, produkowane dużo więcej niż może i rozwinie się w wykształcone organizmy. Menstruacja to nic innego jak wydalenie komórki jajowej, nocne polucje zawierają plemniki, zaś niewykorzystane plemniki ulegają cyklowi metabolicznemu tak jak wszystkie inne komórki, tak więc to wszystko jedno czy mężczyzna się masturbuje, czy uprawia seks, czy też nie robi żadnej z tych rzeczy – jego plemniki są i tak skazane na zagładę. Podobnie jak kobieta – czy będzie stosować antykoncepcję, czy leki wczesnoporonne – i tak jej komórka jajowa skazana jest na zagładę. Nawet jeśli ktoś chciałby wprowadzić absolutny zakaz “marnowania” gamet – czyli seks wyłącznie dla prokreacji, zakaz masturbacji itd. to i tak się to nie uda, gdyż nie każdy stosunek kończy się zapłodnienie i nawet nie każde spotkanie komórki jajowej i plemnika kończy się zapłodnieniem, a nawet jeśli zapłodnienie zajdzie to i tak wygrywa tylko jeden plemnik, no czasami dwa (bliźnięta dwujajowe). Już nie wspominając, iż nie ma żadnej gwarancji, że z zygoty powstanie człowiek, o czym poniżej.

Reasumując: nie jest ani naturalne, ani możliwe otaczać gamety taką ochroną, jaką by chciały niektóre środowiska. To samo tyczy się zarodków: duża część zapłodnionych komórek w ogóle się nie zagnieżdża lub też ulega samoczynnemu poronieniu. Warto tu wspomnieć o absurdalności niektórych środowisk będących przeciw in vitro (bo tylko jeden na ileś tam zarodków się rozwinie) i zamrażaniu zarodków “na później”, mimo iż w pierwszym przypadku jest dokładnie tak jak w naturze a w drugim – wykorzystuje się gamety zgodnie z ich przeznaczeniem (do utworzenia zarodka) a zarodki te są przechowywane właśnie po to by ocalić je przed zniszczeniem i wykorzystać później by powstali ludzie, którzy bez tego najprawdopodobniej by powstać nie mogli w danym czasie lub w ogóle.

Tak jak cegła nie jest murem a fundament nie jest budynkiem – tak zygota nie jest człowiekiem. Argument, że z tego powstanie człowiek jest absurdalny, obecnie niemal z każdej diploidalnej komórki (czyli każdej poza gametami) może rozwinąć się człowiek w drodze klonowania. Czy więc powinniśmy urządzać pogrzeby krwi, która zawiera komórki diploidalne komórki jądrzaste po tym jak zatniemy się w palec? Tak więc nie mogę, jako biolog, się zgodzić, że komórka jajowa, plemnik czy zygota lub inna wczesne stadia rozwojowe zasługują na taką samą ochronę jak narodzone dzieci. Z tych też powodów uważam, że nieuzasadnione jest nazywanie ich dziećmi nienarodzonymi. Tyczy się to antykoncepcji, leków wczesnoporonnych oraz in vitro. Reasumując: natura nie dba o gamety tak więc powinno być możliwe ich usunięcie jeśli kobieta tak zdecyduje.

Patrząc jednak na problem z drugiej strony…istnieją ekstremalne głosy, iż aborcja powinna być możliwa podczas całego czasu trwania ciąży…co jest oczywiście absurdem, gdyż tak jak fundament nie jest budynkiem, tak stan surowy otwarty czy surowy zamknięty już budynkiem jest. Nie zgadzam się więc, że można przerwać ciążę np. w 6 miesiącu albo 8. Argumenty dotyczące zdolności do samodzielnego życia są absurdalne – noworodek też nie jest zdolny do samodzielnego życia, Stephen Hawking też nie był zdolny do samodzielnego życia. Często myli się to ze zdolnością do samodzielnego przeżycia poza macicą. Zarodek ma 50% szans na przeżycie poza macicą około 6 miesiąca. Tak czy inaczej – wydaje mi się, że ma to znaczenie wyłącznie medyczne w rozważaniach, kiedy ratować wcześniaki, a kiedy nie. I tu muszę zgodzić się z “prawicowcami”, że to żaden argument za aborcją. O tym poniżej.

W takim razie, jeśli można przerwać ciążę to kiedy? Ustalmy pewne fakty – aby zrobić komuś lub czemuś krzywdę ten ktoś lub coś musi mieć czym tę krzywdę odczuć prawda? Tak jak nie można zrobić krzywdy wyciętej nerce tak samo nie można zrobić krzywdy zygocie.

By dalej pociągnąć ten temat należy przypomnieć sobie kilka informacji z embriologii i auksologii człowieka…
I fazą powstawania człowieka jest stadium zygoty (czyli to, co powstaje tuż po zapłodnieniu)
II fazą jest stadium zarodkowe – przyjmuje się, że zaczyna się ono od pierwszego podziału zygoty do około dziewięciu tygodni (niektórzy przyjmują, że do dziesięciu, a nawet jedenastu).
III fazą jest stadium płodowe i ono trwa już do urodzenia.

Tym, co nas wyróżnia jako jednostki, powoduje, że myślimy, czujemy i generalnie jesteśmy sobą jest układ nerwowy, tu raczej jest konsensus niezależnie od tego, czy ktoś wierzy, że to jedynie “pudełko na duszę”, czy nie. Zaczyna się on tworzyć około czwartego tygodnia. To że zaczyna się tworzyć to nie znaczy, że się utworzył…

W pierwszych czterech tygodniach komórki ektodermy (jest to jeden z listków zarodkowych), tworzą rynienkę nerwową, która się zamyka tworząc cewę nerwową. Komórki, które ją tworzą nie są neuronami i nie funkcjonują one jak neurony. Na tym etapie nie ma jeszcze żadnych nerwów. W tym czasie też powstaje zaczątek mózgu w postaci trzech wybrzuszeń cewy nerwowej. Nie ma mowy o odczuwaniu czegokolwiek.

W piątym tygodniu te trzy wypustki różnicują się na 5 wypustek, zaczynają się tworzyć nerwy czaszkowe, funkcjonalność powstającego układu jest nadal znikoma. Komórki, które w przyszłości staną się nerwami obwodowymi migrują na swoje docelowe lokalizacje. Układ nerwowy “poskłada się” (zintegruje) dopiero później. Zaczyna się aktywność elektryczna w układzie nerwowym. Nadal nie ma mowy o odczuwaniu czegokolwiek.

W dziewiątym tygodniu powstają nerwy czaszkowe i nerwy rdzeniowe. Powstają, to nie znaczy, że są już gotowe do pracy. Powstają, to znaczy, że można je wyróżnić. Zaczynają się wykształcać osłonki mielinowe, które są niezbędne do prawidłowej pracy dojrzałych neuronów. Do nerwów czuciowych nadal daleko – prawie cały miesiąc.

I tu kończy się okres zarodkowy – zarodek ma widoczne zaczątki wszystkich części centralnego układu nerwowego, ale droga od odczuwania czegokolwiek jest jeszcze daleka.

Neurony czuciowe powstają około trzech tygodni po zakończeniu rozwoju zarodkowego.

Około jedenastego tygodnia płód zaczyna wykonywać bardzo słabe ruchy, są to skurcze indukowane przez nowo powstające neurony – są to losowe wyładowania elektrycznie. Nie są to ruchy w żaden sposób kontrolowane przez centralny układ nerwowy.

Dopiero około czwartego miesiąca po zapłodnieniu następuje intensywny rozwój mózgu, a integracja układu nerwowego jest na tyle zaawansowana, że zaczynają się ruchy dowolne – zwłaszcza twarzy, płód zaczyna słyszeć i reagować na świat zewnętrzny oraz świadomie czuć ból. Wyżej przedstawione fakty wskazują, że w tym właśnie momencie możemy mówić o człowieku, gdyż płód w tym czasie ma już wszystkie ludzkie cechy. Nie są one do końca wykształcone, ale gdyby rozważać to w taki sposób to dopiero dorośli ludzie musieliby być uważani za ludzi (bo dzieci nie są przecież do końca rozwinięte).

Na podstawie powyższego uważam, że w I trymestrze kobieta powinna być w stanie przerwać ciążę, kiedy chce. U płodu w I trymestrze jest też możliwa diagnostyka prenatalna, należy jednak skończyć z hipokryzją – albo coś jest człowiekiem, albo nie. Jeśli nie to kobieta powinna być w stanie się tego pozbyć w zależności od swojego widzimisię.

Tu wchodzimy na szeroko dyskutowany problem – co zrobić, jeśli płód jest chory i/lub uszkodzony. Powoływanie się na prawo naturalne w tym momencie jest absurdem, gdyż Matka Natura zwykła dość brutalnie rozprawiać się z chorymi i słabymi. Człowiek, jednak, jako gatunek, był nie raz przetrzebiony i zagrożony wyginięciem, przez co nasza pula genowa jest dość uboga. Stąd, nawet u niespokrewnionych ludzi homozygotyczność (jednakowość genów) jest wysoka i dlatego też tak zły wpływ na potomstwo mają stosunki między bliskimi krewnymi i stąd też, w większości kultur ludzkich, kazirodztwo jest tabu. A że jesteśmy stadni i w pojedynkę słabi, zaś w naszej historii często zostawało nas niewielu, to wykształciły się u nas silne instynkty zmierzające do ochrony wszystkich członków grupy. Jest to nasze ewolucyjne przystosowanie, dzięki któremu nasz gatunek przetrwał, reasumując: jest to dla nas naturalne, że nie jesteśmy tak wybredni co do ogólnej jakości naszych członków, jak wiele innych zwierząt. Wpływa to na różne aspekty naszego życia – szczególną ochronę osobników chorych, starych, niepełnosprawnych, w tym dzieci. Tak jak kiedyś, w dziczy, chorzy na zespół Downa może nie zostawali wodzami plemion, ale mogli nosić drewno i rozpalać ogień (często cechuje ich ogromna siła fizyczna), tak dzisiaj mogą pracować w sortowniach śmieci, barach szybkiej obsługi albo malować obrazki. Średnie IQ osoby chorej na ZD mieści się w zakresie od 50 do 70 co równa się niepełnosprawności umysłowej lekkiej lub umiarkowanej. Jest mnóstwo zadań, które nie wymagają inteligencji nawet w granicach normy. Już nie wspominając, iż ogromny wpływ na ogólne życiowe ogarnięcie ma również komponenta środowiska tj. rozwój w stymulującym inteligencję środowisku oraz wychowanie. Nie zrobi to z osoby z ZD geniusza, ale na pewno pomoże w życiu. Nie teoretyzuję – jako były wolontariusz w WTZ znam osobiście wiele osób z ZD.

Dlaczego ja mam tracić czas, który mogłabym poświęcić na analizę danych z moich eksperymentów, na sortowanie śmieci, skoro mogą to robić osoby upośledzone umysłowo i czuć się potrzebne, zamiast siedzieć całymi dniami bezczynnie? Dlaczego nie mogą układać towarów w sklepach, wykonywać prostych prac ogrodniczych itd.? Abstrahując od tematu: to samo tyczy się więźniów. Mamy ogromną liczbę niewykorzystywanych zasobów ludzkich i ogromną liczbę ludzi, którzy chętnie by coś robili. Oczywiście są osoby głęboko upośledzone niezdolne do żadnej pracy – ale one też myślą i czują więc jak najbardziej można im zrobić krzywdę.

Czy w takim razie uważam, że nie powinno się przerywać ciąży, nawet jeśli płód jest ciężko chory albo z gwałtu? Nie. Uważam, że powinno się móc przerwać ciąże, kiedy się chce w I trymestrze i w tym czasie możnasprawdzić, czy i jakie wady ma płód. Jeśli ktoś zdecyduje, że nie chce takiego dziecka to niech przerwie ciążę. Po I trymestrze płód ma wszystkie biologiczne cechy człowieka więc aborcja w tym czasie jest już morderstwem, a nie mamy w zwyczaju mordować ludzi z wadami prawda?

Reasumując: należy ustalić, kiedy płód zyskuje cechy ludzkie, a więc ochronę należną ludziom, a kiedy jest jeszcze “zlepkiem” komórek niezdolnym do odczuwania, a więc i cierpienia i na tym budować uregulowania prawne. Wyjątek tutaj stanowi sytuacja, kiedy ustalono, po I trymestrze, że ciąża zagraża życiu kobiety i nie jest możliwe jej kontynuowanie do czasu osiągnięcia przez płód zdolności do przeżycia poza macicą – w takim przypadku logiczne było dopuścić aborcję, gdyż chłodna kalkulacja wskazuje na to, iż nie ma sensu ryzykować – bo umrze i matka i dziecko, a nawet jeśli dziecko przeżyje to nie można zmusić nikogo by poświęcił swoje życie i zdrowie dla dobra drugiego.

Kolejną ważną sprawą są prawa reprodukcyjne mężczyzn…natura…aby zachować użyteczność mężczyzn do tego, do czego w ogóle powstała płeć męska – tj do szybkiego i wydajnego “roznoszenia” swoich genów – ograniczyła udział mężczyzny w powstawaniu dzieci wyłącznie do aktu zapłodnienia. Jest to zaleta rozdzielnopłciowości w ogóle – z powodu braku ciąży samce ssaków mogą zapłodnić wiele samic i nie muszą czekać do końca rozwoju potomstwa. Z tym że u ludzi samiec bierze aktywny udział w wychowaniu i w większości społeczeństwa ma on obowiązek dostarczać zasoby dla potomstwa zaś odpowiedzialność za potomstwo w równym stopniu spoczywa na obu płciach, co za tym idzie, jeśli mężczyzna interesuje się powstałą ciążą i swoim potomstwem to musi mieć możliwość do partycypowania w decyzji czy ciąża ma się rozwinąć i powinien mieć prawo veta, jeśli kobieta chce aborcji (z wyłączeniem zagrożenia zdrowia i życia kobiety). Nikt jednak nie może od nikogo żądać przerwania ciąży.

Tutaj warto wspomnieć o hasłach typu “moje ciało mój biznes” – jeśli ojciec chce tego dziecka lub ciąża jest już zaawansowana to już nie tylko Twoje ciało, gdyż tymczasowo się nim dzielisz z innym ciałem.

Kolejną sprawą jest to, że ludzie powinni mieć prawo do porzucenia własnego potomstwa. Takie prawo ma każda z samic ssaków i w przypadku ssaków stadnych nic wielkiego się nie dzieje, gdyż opiekę przejmują inni członkowie stada. Nie powinno być społecznego ostracyzmu wobec kobiety, która porzuca swoje dzieci, jeśli wcześniej zapewni im właściwą opiekę zastępczą. Skończyłyby się patologie typu martwe dzieci w śmietnikach i beczkach po kapuście, nielegalne aborcje itd. Wydaje mi się, że to właśnie brak możliwości lub utrudnienie porzucenia dziecka jest główną przyczyną aborcji i pośrednią przyczyną niskiego przyrostu demograficznego.

Powinny być jest zliberalizowane przepisy dotyczące adopcji i przekazywania praw rodzicielskich. Jeśli nie zabraniamy się rozmnażać alkoholikom, ćpunom, przestępcom to dlaczego taka ćpunka lub nieletnia matka albo matka, która po prostu nie kocha swojego dziecka (nie zawsze wytwarza się więź pomiędzy matką a dzieckiem, co jest normalne u wszystkich ssaków) nie może, legalnie i prosto, oddać swojego dziecka jakiejś kobiecie, która nie może mieć dzieci albo nie chce ich urodzić, albo po prostu chce wychować cudze dziecko? Moim zdaniem powinno być to załatwiane jednym dokumentem.

Wyrażę dość kontrowersyjną opinię: nie mam nawet nic przeciwko handlowi dziećmi, jeśli dziecko w jego wyniku, przy zgodzie wszystkich stron (w tym dziecka, jeśli jest zdolne ją wyrazić), trafia do kochającej rodziny, która zapewni mu dobry byt. Ba, nie mam nic przeciwko nawet by rząd sprzedawał swoim obywatelom dzieci będące pod opieką instytucjonalną, gdyż dzięki tym pieniądzom można zadbać o dzieci chore, których nikt nie chce adoptować. Nie mówię tu, rzecz jasna, o takim handlu, że ktoś sobie wchodzi do sklepiku z dziećmi, wybiera, przebiera, reklamuje i oddaje na gwarancji albo odsprzedaje jak mu się znudzi…

Obecne warunki adopcji są absurdalne, sam fakt, że osoba niebędąca w związku małżeńskim nie ma praktycznie szans na adopcję jest krzywdzące przede wszystkim dla porzuconych dzieci. Uważam, że samotna matka lub samotny ojciec, nawet ubogi, da dziecku lepsze warunki niż magazyn w postaci sierocińca. Osoby, które chcą kochać i wychować powinny być wspierane dla naszego wspólnego dobra.

Nie rozumiem też społecznego ostracyzmu wobec nieletnich rodziców – dobrze, rozumiem, że szesnastolatki mają zazwyczaj inne powinności niż matkowanie i że nie są one w pełni dojrzałe umysłowo i nie powinno się ich zachęcać do zachodzenia w ciążę, ale skoro nastolatki mogą legalnie spółkować od ukończenia lat piętnastu to ciąże mogą się zdarzyć i zdarzają się, a społeczne potępienie prowadzi do patologii i przestępstw.

Przy okazji pozdrawiam głupców, którym nie podobają się okna życia…ja zaś uważam, że to świetny pomysł i powinno być ich więcej.

Podsumowując: tak, dzieci nienarodzone trzeba chronić, tak, można zamordować człowieka, który jeszcze się nie urodził, trzeba pamiętać, że oprócz narodzin i śmierci, które tak często są na językach, jest jeszcze pewien czas pomiędzy i “obrońcy życia” powinni o tym pamiętać, a społeczeństwo powinno, w zgodzie z naturą ludzką i naturalnymi naszymi przystosowaniami, zapewniać każdemu dziecku warunki do życia a jego rodzicom akceptację. Jestem przekonana, że wtedy aborcji i patologii będzie mniej, bo po co zabijać dziecko, wydając pieniądze i ryzykując zdrowiem (bo to nie jest zabieg obojętny dla życia), jeśli można znaleźć i oddać je komuś, kto je pokocha i nie być przy tym negatywnie ocenianym?

Mam nadzieję, że dostatecznie jasno przedstawiłam fakty, wynikające z nich moje poglądy i złożoność problemu.

Źródła i lektura uzupełniająca:
https://embryology.med.unsw.edu.au/embryology/index.php/Timeline_human_development
https://www.onhealth.com/content/1/pregnancy_stages_trimesters
https://embryology.med.unsw.edu.au/embryology/index.php/Lecture_-_Neural_Development
http://brainblogger.com/2009/05/10/medical-controversy-when-does-life-begin/
Halamek, L. P. (2003). Prenatal consultation at the limits of viability. NeoReviews, 4(6), e153-e156.
Kostović, I., & Jovanov-Milošević, N. (2006, December). The development of cerebral connections during the first 20?45 weeks? gestation. In Seminars in Fetal and Neonatal Medicine (Vol. 11, No. 6, pp. 415-422). Elsevier.
Malt, E. A., Dahl, R. C., Haugsand, T. M., Ulvestad, I. H., Emilsen, N. M., Hansen, B., … & Davidsen, E. M. (2013). Health and disease in adults with Down syndrome. Tidsskrift for den Norske laegeforening: tidsskrift for praktisk medicin, ny raekke, 133(3), 290-294.

  1. 7 komentarzy to “Aborcja, antykoncepcja – (para)naukowa analiza problemu.”

  2. Ciekawy i bardzo rozsądny wpis.

    Przez Łukasz dnia 11 Kwi 2018

  3. Fajnie, że jest nowy artykuł, mam w RSS i rzadko zaglądałem, ale w końcu coś :)
    Mam podobne zdanie – obie grupy przesadzają i popadają w skrajność i najczęściej jest to odwracanie oczu od innych problemów…
    A zrównywanie abrocji w I trymestrze z morderstwem to robienie k… z logiki niestety :/
    Pięknie wyłożone!

    Przez WordPress dnia 26 Kwi 2018

  4. Fajny wpis. Z grubsza tak właśnie wyglądają moje poglądy. Obecnie adopcja dziecka to długotrwała gehenna (ok 2 lat), a małżeństwo z małym mieszkaniem nie ma szans, czasem bidę mają także ci, którzy posiadają dom jeśli ich zarobki nie są dostatecznie wysokie. Co najmniej jakby ludzie o niskim statusie dzieci nie mieli i nie byli w stanie ich dobrze wychować. I co najważniejsze: kochać. Bo nie zasobność portfela daje dziecku szczęście, ale miłość i zainteresowanie rodziców. Ale wracając do postu. Wszystko zgadza się z biologicznej punktu widzenia, ale mam dla Ciebie fenomen. Sama jestem na końcówce ciąży. Piszesz, że słabe ruchy pojawiają się ok 11 tygodnia. Ja mam film kręcony u ginekologa podczas USG z, dokładnie, siódmego tygodnia i 6 dni od daty stosunku co oznacza, że zapłodnienie mogło być ewentualnie jeszcze, powiedzmy, 2 dni później. Czyli mamy ok 7,5 tygodnia. I na tym filmiku widać wyraźne ruchy. W zasadzie to co widać to głowa i cztery kończyny, które ruszają się podobnie do tego jak ruszają się świeżo urodzone dzieci… Wiadomo, że ruchy nieskoordynowane, ale na pewno nie lekkie, pojedyncze skurcze. Opisałabym to jako przebieranie wszystkimi kończynami, cały czas trwania filmiku, we wszystkie strony… Oczywiście służę filmikiem :)

    Przez Hania dnia 2 maja 2018

  5. Należy pamiętać, że wszystkie podane przeze mnie wartości są uśrednione. Wszędzie należałoby dodać słowo “średnio” ale brzydko by to wyglądało w tekście. Ciąża średnio trwa 9 miesięcy ale nie zawsze…ba najczęściej nie, ginekolodzy podają, że tylko 1 na 25 dzieci rodzi się w obliczonym czasie. Ja np. urodziłam się po 10 miesiącach ciąży, lekarze mówili mojej mamie, że to z powodu tego iż byłam bardzo dużym dzieckiem, średnio przy 11 miesiącu pojawiają się pierwsze ruchy. Dotyczy to szczególnie tych wczesnych stadiów ciąży, które są najbardziej dynamiczne. Zajrzyj tu: https://www.babycentre.co.uk/x25015771/how-long-is-a-normal-pregnancy

    Przez Platyna dnia 2 maja 2018

  6. Wiadomo, że uśrednione są wszystkie wartości, ale w takim razie ciężko określić w poszczególnym przypadku kiedy co tak naprawdę sie rozwija. Wyglądałoby na to, ze moje dziecko może urodzić sie wcześniej skoro wcześniej się rozwijało, ale nic z tego. Dziś jest 39tc i nie zanosi się na rychłe rozwiązanie :) w ciążach nie ma żadnych pewnych. I jeszcze mała dygresyjka: Uważam, że dopuszczenie aborcji na tzw życzenie jest sytuacją chorą. Mamy usuwać zdrowe płody, bo jakaś puszczalska (chciałabym napisać dosadniej, ale nie wypada) zamiast myśleć jak dorosły, odpowiedzialny człowiek, daje się ponieść chuci raz za razem jak zwierzę – nie obrażając zwierząt, dla których mam znacznie wiecej szacunku. W necie widziałam też komentarz jednej takiej dotyczący użycia powszechnie dostępnej antykoncepcji, że ona się truć nie będzie. Zabieg, który zawsze może nieść ryzyko i zabicie płodu jest za to wyśmienitym rozwiązaniem. Moralność krewetki. Tak to widzę. Obecna ustawa jest idealnym kompromisem, skrajności w żadną stronę nie są ok.

    Przez Hania dnia 2 maja 2018

  7. Haniu, ciąża wcale nie musi się rozwijać równomiernie, może Twoje dziecko na początku rozwijało się szybciej niż średnia a teraz będzie się rozwijać wolniej niż średnia? To zbyt skomplikowany proces by był po prostu liniowy. Co do aborcji na życzenie – moja opinia jest kondycjonalna tj. gdyby można było bez odium społecznego dziecko urodzić i wydać – byłabym nawet za całkowitym zakazem, ale w obecnych czasach niestety muszę być za gdyż żyjemy w społeczeństwie, w którym wiedza na temat antykoncepcji i seksu jest i będzie kiepska gdyż mimo cycków na bilbordach nadal jest to tabu większe niż morderstwo poza tym, paradoksalnie, żyjemy w kulcie tego tabu, mając 15 lat już nie wypada być dziewicą czy prawiczkiem i nie dotyczy to wyłącznie patologii z marginesu ale również klasy średniej. A te puszczalskie to po prostu zwykłe samice – ludzie nie są nad zwierzętami i ludzie nie są maksimum jakie przyroda może zrodzić. Dopóki tego nie pojmiemy to takie problemy społeczne jak omawiany tutaj nie znikną. Ja byłam zaręczona mając lat 16 i we mnie szesnastoletnia matka nie budzi odrazy, nie jest to materiał do ogólnopolskich wiadomości. Ludzie mogą się rozmnażać i się rozmnażają. Jednakże dobrze wiesz jak wszystkim odbija kuku na muniu w takich sytuacjach. Zabił czy zgwałcił – no może jakaś wzmianka będzie, ale dziecko zrobił…katastrofa…

    Przez Platyna dnia 2 maja 2018

  8. Ja nie pochodzę z dużego miasta, ale nie było nigdy problemu z edukacją seksualną (nawet o dziwo, w szkole!), ze zdobyciem środków antykoncepcyjnych (a nawet nielegalną aborcją, gdyby ktoś potrzebował). I doprawdy nie rozumiem czemu w dobie internetu nie móc wymagać więcej od ludzi. Każdy może sprawdzić dowolną informację w sekundę, to czemu mam pobłażać komuś, kto uważa się za wyższy gatunek, a nie reprezentuje sobą niczego? Chuć, chucią, ale chyba mamy mózg, żeby użyć jakiejś ochrony (przecież jeszcze są choroby weneryczne!). Mam wrażenie, że dzieciaki teraz wiedzą znacznie więcej o seksie i antykoncepcji niż nam sie wydaje. Ale one nie chodzą na pochody bo ich to nie interesuje. I to nie jest wcale tak, że te aborcje przydarzają się w rodzinach niewykształconych, patologicznych. Zwolenniczki aborcji na życzenie to dziewczyny po studiach, światowe, obyte, nikt mi nie wmówi, że one mają małą świadomość i wiedzę. One życie traktują jak zabawę i ok dopóki nie kosztem innych: np dzieci, albo faceta, którego nie uznają za godnego decyzji o aborcji jego dziecka, bo to “jej ciało”, a zgadzamy się przecież, że już nie tak do końca tylko jej. Dorosły człowiek bierze na siebie konsekwencje swoich czynów. Ja się na to nie zgodzę. Nie zgodzę się jednak też na to, aby przymuszać matki do rodzenia dzieci z bezmózgowiem lub inną poważną wadą. Tak jak nie zgadzałam się na przymuszanie rodziców Alfiego Evansa to jego odłączenia – ale to był problem natury czysto moralnej, a nie medycznej. Dlatego uważam, że obecny kształt ustawy jest dobry – nie zaspokoi wymagań żadnej ze skrajnych opcji, ale daje każdej coś.

    Przez Hania dnia 2 maja 2018

Opublikuj komentarz

Captcha Captcha Reload