Bunt.

13.09.2008 – 14:27

Przeczytałam ostatnio artykuł o buncie na gazeta.pl autorstwa pana Pawła P. Reszki: link.

Przedstawiono tam kilka przykładów tzw. buntu. Omówmy je:

Krystyna Janda
Pan Reszka uważa, że wykazała ona szczególny przejaw buntu zakładając własną firmę (teatr), ponieważ nie mogła porozumieć się z ludźmi zarządzającymi megakorporacją, którą jest Telewizja Polska. Cóż, warto nadmienić, że pani Janda nie miała żadnych oporów aby wspierać, niemalże zbrodniczy, rynek pseudomedykamentów występując w reklamie pseudośrodka (“leku homeopatycznego”) na ból gardła. Wcześniej wsparła swoim “autorytetem” rynek samochodowy, który, jak wiemy, jest odwrócony plecami (albo raczej dupą) do konsumenta. Przesłano terabajty danych pisząc o tym jak koncerny samochodowe blokują rozwój ekotechnologii, olewają bezpieczeństwo konsumentów i produkują samochody po linii najniższego oporu doprowadzając do sytuacji, że mój laptop, ma dłuższą gwarancję niż ostatnio reklamowany Peugeot. Bunt jak nic.

Szymon Pietrasiewicz
Przedstawiony jako artysta buntujący się przeciwko supermarketom. Zastanówmy się się chwilę…czy działalność tego Pana miała jakikolwiek wpływ na ludzi? Czy ktoś przestał kupować w supermarkecie bo zobaczył tam rozebranego do gaci kolesia? Szczerze w to wątpię. Po pierwsze – ani supermarkety, ani mięso, ani alkohol, ani sex ani gry wideo, ani Internet itd. nie są złem – to są przyjemności i udogodnienia, które ogromna większość ludzi sobie ceni. Dla niektórych to są jedyne, na które mogą sobie pozwolić w życiu. Mogę też śmiało przyznać, że gdy ktoś agituje przeciwko nim za pomocą stwierdzeń jak np. gry komputerowe to zło i koniec – to właśnie budzi w ludziach naturalny bunt. Dlatego te wszystkie kampanie społeczne przeciwko [tu wstaw cokolwiek] mają znikomy odzew społeczny. Świetnym przykładem są idiotyczne kampanie przeciwko szybkiej jeździe samochodem – ludzie patrzą np. na Niemcy i wyciągają poprawne wnioski: zbudujcie nam drogi i bezkolizyjne skrzyżowania dupki, bo my się spieszymy do [tu wstaw dowolny cel]. Wracając do supermarketów – supermarket jest udogodnieniem, miło, że w jednym sklepie można dostać wszystko czego potrzebujemy. Chcesz się Pan buntować Panie Pietrasiewicz? To buntuj się Pan buntuje przeciwko kultowi marek, gadżeciarstwu i wyznacznikom statusu takim jak 40 calowy TV czy buty Catwalk za 1000 dolarów. Proszę powiedzieć ludziom, że buty te są tanim szajsem, którego koszt produkcji nie przekracza 2 dolarów. Chce się Pan buntować to niech Pan tłumaczy ludziom jak korzystać z mnogości dostępnych produktów rozważnie i nie dawać się oszukiwać megakorporacjom, zamiast smarować się olejem i wystawać jak ta dupa przy półce z kawą.

Waldemar Fydrych
Człowiek, który brał aktywny udział w ośmieszaniu cholernie ważnej rzeczy jaką są wybory. Cóż to za bunt? Stworzenie kolejnej partii, tak samo śmiesznej jak Samoobrona czy LPR? Jego działalność raczej zniechęciła ludzi do głosowania. Zastanawia mnie tylko co ten pan by zrobił, gdyby jego partia wygrała wybory. Rządziłby mądrze i godnie czy doprowadził do paraliżu Państwa i zmarnowania pieniędzy podatników, które zostały wydane na owe wybory? Pewnie, łatwiej jest stworzyć partię śmiesznych ludzi, który się wygłupiają i robią sobie jaja z demokratycznych wyborów niż stworzyć frakcję polityczną, zrzeszającą fachowców, ludzki uczciwych i wiernych swoich ideałom oraz mającą realny program i działającą na pożytek obywateli. Łatwiej jest robić z siebie idiotę, niż wytłumaczyć ludziom by nie ulegali presji i gruntownie przemyśleli swój wybór, bo zależą od tego losy kraju (czyli ich samych) przez najbliższe lata.

Kiedy doszłam do głodnych kawałków o esbekach i JP2 to, szczerze mówiąc, odechciało mi się dalej czytać. JP2 – człowiek, który stał na czele najstarszej możliwej megakorporacji i dbał skrzętnie o jej interesy, jest faktycznie wspaniałym przykładem patrona buntowników.

Bunt sam w sobie nie jest twórczy, gdyż zakłada odrzucenie czegoś, co jest uważane za złe i dążenie do zniszczenia tego czegoś aby zastąpić je czymś innym. Bunt to brudna robota.

Pewnie teraz myślicie “takaś mądra, to powiedz na czym niby polega bunt”. Otóż bunt to nie są demonstracje śmieszności. Bunt to nie jest tłumaczenie innym, że złe jest złe bo jest złe i koniec. Bunt trzeba mieć w sobie. Przede wszystkim należy wewnętrzny bunt zrozumieć. W przeciwnym wypadku bunt staje czymś, co nie różni się od iphone – staje się popularnym, eliciarskim, błyszczącym gadżetem.

Wewnętrzny bunt to np. niezłomna zdolność odróżniania dobra od zła, tzw. moralność. Bunt to nie uleganie modom.

Bunt jest wtedy kiedy w sobotę wszyscy napieprzają do supermarketu kupić mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, a ty bierzesz koc i idziesz w przeciwnym kierunku aby się uwalić na trawie w parku i pooglądać chmury, bo masz wszystko czego ci trzeba, gdyż nie kupujesz niepotrzebnych rzeczy w konsumpcyjnym szale.

Bunt jest wtedy kiedy dresiwo bije człowieka, który im zwrócił uwagę na złe zachowanie, a ty dzwonisz na policję ryzykując, że również zostaniesz pobity.

Bunt jest wtedy kiedy odmówisz przyjęcia kierowniczego stanowiska bo wolisz wybebeszać serwery i klikać skrypty w Bashu niż chapać forsę do oporu za cenę wiecznego przewracania papierków.

Facebook Comments

Opublikuj komentarz

Captcha Captcha Reload